Trójmiasto Ograniczenie handlu w niedzielę: Kto straci, a kto zyska? 16:20

– My chcemy wolnych niedziel, ograniczenia handlu w niedzielę, bo niedziela jest dla Boga i rodziny – powiedział wczoraj w Gdańsku Piotr Duda, przewodniczący Solidarności, odnosząc się do społecznego projektu ustawy, pod którym swoje podpisy złożyło 350 tysięcy Polaków.

Projekt, który trafił już do Sejmu, mówi o ograniczeniu handlu w niedzielę. Duże centra handlowe i większe sklepy będą musiały być w niedzielę zamknięte. Otwarte będą małe stacje benzynowe i sklepy, w których obsługiwać będzie sam właściciel. Jeżeli ktoś złamie zakaz będzie podlegał karze grzywny, a nawet ograniczenia wolności do dwóch lat. Pewną ulgą dla konsumentów będą zapisy, które pozwalają na handel w dwie kolejne niedziele przed Bożym Narodzeniem, a także w ostatnią niedzielę przed Świętami Wielkanocnymi.

Nowe prawo już w 2017 roku? “Ustawa będzie procedowana po wakacjach”

Projekt ustawy, pod którą podpisy zbierała NSZZ Solidarność, ma duże szanse na wejście w życie i to już w 2017 roku. W rozmowie z nami przedstawiciele związku nie ukrywają, że są tutaj dobrej myśli i liczą na poparcie rządzących. Możliwość szybkiego wprowadzenia ustawy potwierdzają również kolejni politycy Prawa i Sprawiedliwości.

– Ustawa na pewno będzie procedowana i to już po wakacjach. Jest to projekt obywatelski, nad którym trzeba się pochylić. Ostateczna decyzja klubu Prawa i Sprawiedliwości odnośnie co do poparcia tej ustawy jeszcze nie zapadła. Ograniczenie handlu w niedzielę to jednak dobre rozwiązanie społeczne, które funkcjonuje w wielu krajach. Jestem osobiście “za” i myślę, że wiele moich koleżanek i kolegów z partii, patrzy na tę ustawę podobnie – mówi w rozmowie z Onetem Jacek Sasin, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

“Handel nie musi funkcjonować w niedzielę”

Ograniczenie handlu w niedzielę podoba się wielu ludziom, ale projekt ma też sporo przeciwników, którzy pytają o zasadność nowych regulacji.

– My mówimy tak: co do zasady niedziela jest dniem wolnym od pracy i powinna być wolna dla wszystkich, którzy w ten dzień nie powinni pracować. Normalnym jest, że dla funkcjonowania państwa służby takie jak placówki zdrowotne, czy energetyka muszą działać także w niedzielę, ale handel nie musi – tłumaczy w rozmowie z Onetem Marek Lewandowski, rzecznik prasowy NSZZ Solidarność.

Zdaniem przedstawicieli związku, ograniczenie handlu w niedzielę nie spowoduje większego bezrobocia w Polsce. – Przypominam wcześniejsze wprowadzenie zakazu handlu w 13 dni świątecznych. Wtedy pracodawcy bardzo precyzyjnie wyliczyli, że stracimy między 35-40 tysięcy miejsc pracy. Wprowadzono zakaz, i mimo kryzysu, nic takiego się nie stało – mówi Lewandowski. – Parę dni temu odbyła się w Gdańsku konferencja prasowa z udziałem pracodawców, którzy powiedzieli, że już dzisiaj brakuje w handlu od 9 do 10 procent pracowników i o żadnych zwolnieniach nie może być mowy. Bo pracowników w handlu po prostu brakuje.

“Jak taki zakaz zwiększy liczbę miejsc pracy?”

Takie tłumaczenie nie przekonuje jednak wszystkich. – Jak ograniczenie handlu może mieć pozytywny wpływ na zwiększenie miejsc pracy w naszym kraju? – zastanawia się Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

– Przecież w Polsce nadal jest wysokie bezrobocie, inne niż bezrobocie statystyczne, podawane przez GUS. Pamiętajmy też, że dwa miliony ludzi musiało wyjechać za granicę szukać pracy. Nie jestem w stanie pojąć, jak zakazami zwiększy się liczba miejsc pracy w Polsce – w rozmowie z Onetem dodaje prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Zdaniem Sadowskiego, przy wprowadzeniu ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę, sklepy nie będą miały potrzeby, by utrzymywać dotychczasowy poziom zatrudnienia. Niewykluczone są więc redukcje etatów i mniejsze zarobki dla ludzi, którzy przez takie ograniczenie stracą, a nie zyskają.

“To bezczelny szantaż pracodawców”

Taka argumentacja wprawia związkowców we wściekłość. – To bezczelny szantaż, którzy pracodawcy opanowali już od lat i stosują go za każdym razem, gdy tylko zamierza się wprowadzić jakiekolwiek zmiany korzystne dla pracowników. I tak jest tym razem, przy ustawie ograniczającej handel w niedzielę – komentuje rzecznik NSZZ “Solidarność”. – Nie jest dobra sytuacja, kiedy pracownik musi iść w niedzielę do sklepu, bo zmusza go do tego bieda. W Polsce pracodawcy powinni płacić więcej.

Czy jednak planowana ustawa nie zabierze dniówek pracownikom, którzy pracowali w niedzielę? Czy przez to nie będą oni mniej zarabiać?

– Nie będą zarabiać mniej. Mamy teraz dobrą sytuację gospodarczą w Polsce, zwaną rynkiem pracownika. I jeżeli wprowadzać takie zmiany jak ograniczenie handlu w niedzielę, to trzeba to robić właśnie teraz, gdy jest bardzo niskie bezrobocie, rosną wynagrodzenia i rozkręca się gospodarka – odpowiada Lewandowski. – Takie ograniczenie, lub zakaz funkcjonuje w dziewięciu krajach Unii Europejskiej, w których żyje aż 72 procent ludności całej Unii. I tam gospodarki funkcjonują dobrze. To tylko kwestia naszej mentalności i zmiana trybu naszego funkcjonowania.

“Nikt nam nie każe pracować w handlu”

Rzecznik NSZZ “Solidarność” używa też innych argumentów. Mówi o ogólnym przepracowaniu polskiego społeczeństwa (“średnio pracujemy o 1000 godzin więcej niż czyni się to w Niemczech”), które skutkuje później większą liczbą chorób, co z kolei obciąża krajowy budżet. Zdaniem Lewandowskiego, ograniczenie handlu w niedzielę to krok, zmierzający do poprawy sytuacji również pod względem społecznym.

Przedstawiciele Centrum im. Adama Smitha mówią tutaj jednak o wolności wyboru. – Pamiętajmy, że nie ma nakazu pracy w handlu. Jeżeli ze względów rodzinnych, religijnych, osobistych ktoś nie chce pracować w niedzielę, to nie musi tego robić. Zwróćmy też uwagę na fakt, że wielu ludzi młodych pracuje właśnie tylko w weekendy bo wtedy może w ten sposób zarobić na studia. Zakaz handlu w niedzielę w poważny sposób im to ograniczy – argumentuje Sadowski.

NSZZ Solidarność przekonuje, że za ograniczeniem handlu w niedzielę są nie tylko związki zawodowe, ale też niektóre sieci handlowe. W rozmowie z nami Lewandowski wymienia między innymi sieć Lewiatan. Rzecznik Solidarności mówi też o wielkiej społecznej potrzebie zmian, co obrazuje tak wielka liczba zebranych podpisów.

“Władza publiczna nie powinna ulegać żadnej grupie interesów”

350 tysięcy podpisów, które zebrano pod projektem ustawy, nie robi wielkiego wrażenia na przedstawicielu Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. – To jest oczywiście prawo każdego obywatela, by wyrażać w taki sposób swoje opinie. Władza publiczna nie powinna jednak ulegać żadnej grupie interesów, tym bardziej że w sprawie ograniczenia handlu w niedzielę większość konsumentów jest temu przeciwna – mówi Sadowski.

– Jeżeli mają być wprowadzane tego typu ograniczenia, to przez samorządy, a nie przez rząd w Warszawie. Co rząd w Warszawie może wiedzieć o potrzebach lokalnych społeczności, na przykład w miejscowościach turystycznych, lub miejscowościach, które żyją z ruchu przygranicznego? To społeczności powinny decydować, czy chcą mieć taki zakaz, czy też nie – dopowiada prezydent Centrum im. Adama Smitha.

I przypomina: – Solidarność powołuje się na podobne zakazy w innych państwach Europy, ale co na przykład z Węgrami, krajem, który tak często za wzór lubi stawiać partia rządząca w Polsce? Na Węgrzech władza pod naciskiem społecznym musiała wycofać się z prawa zakazującego handel w niedzielę.

– Na Węgrzech skrócenie handlu do sześciu dni spowodowało wzrost obrotów. Węgry się wprawdzie wycofały z tego zakazu, ale z innych powodów. Bo tamtejsza władza zrobiła to bez konsultacji, decyzją administracyjną wprowadziła bardzo restrykcyjne prawo zakazujące całkowicie handlu. My tylko i wyłącznie mówimy w Polsce o ograniczeniu, co jest normą unijną – ripostuje Lewandowski.

“Samorządy mają decydować o ewentualnym ograniczeniu handlu, nie rząd”

Co ciekawe, planowana ustawa ograniczenia handlu w niedzielę nie budzi wielkich sprzeciwów partii, która szczególnie mocno akcentuje wolność gospodarczą. – To jest klasyczna sytuacja, w której rząd może interweniować, ale nie musi tego robić. Moim zdaniem lepiej byłoby zostawić to samorządom. Jeden samorząd to zrobi, inny nie. Zobaczymy, jakie będą nastroje ludzi – w rozmowie z Onetem mówi Janusz Korwin-Mikke, prezes partii KORWiN.

Czy jednak planowana ustawa nie narusza wolności przedsiębiorców?

– Oczywiście, że narusza. Ale ta sytuacja wpasowuje się w tak zwany “dylemat więźnia”. Chodzi o to, że są możliwe scenariusze, gdzie wszyscy ludzie kierują się rozsądkiem w swoim działaniu, ale i tak otrzymują wynik, którego nikt nie chce – odpowiada prezes Korwin-Mikke. – Może być taka sytuacja, że każdy właściciel chce zamknąć swój sklep, ale nie może tego zrobić. Bo jeżeli ktoś zamknie, a jego konkurencja tego nie zrobi, to traci klientów na rzecz sąsiada. Ale tak jak powiedziałem, to samorządy mają decydować o ewentualnym ograniczeniu handlu w niedzielę, nie rząd centralny.

Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji przestrzega przed skutkami nowego prawa

W znacznie większym stopniu przeciwko planowanej ustawie protestują przedstawiciele Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. W wydanym oświadczeniu przekonują, że nowe prawo spowoduje kilka negatywnych skutków: 1) Sprzedaż konsumencka produktów nieżywnościowych zmniejszona zostanie o około 25 proc., 2) Badania wielokrotnie wykonywane w tym obszarze wskazują na 35-40 tys. osób (w mogących stracić pracę , 3) pogłębi się deflacja, co zmusi najsilniejszych graczy do zaostrzenia warunków kontraktowych dla dostawców oraz sięgnięcia po ostre instrumenty konkurowania. To prosta droga do bankructw i problemów gospodarczych dla wszystkich.

“Godzi się wiec zapytać, czy organizatorzy (społecznej ustawy ograniczającej handel w niedzielę – przyp. red.) zechcą wziąć na siebie odpowiedzialność za te następstwa, szczególnie w sferze zdarzeń pozbawiających ludzi pracy. Przytaczane przez nich argumenty zaczerpnięte z innych krajów nie bardzo do polskich realiów pasują – są to bowiem kraje, gdzie kilkanaście zaledwie procent PKB generowane jest w kraju; w Polsce jest to 55% i znaczenie rynku wewnętrznego jest nieporównanie większe”.

(jb)

Leave a Reply